Torzewski, czyli miłość po włosku

Autor: Anna Sobańska-Markowska

28.02.2011

Najnowsza płyta tenora Marka Torzewskiego pt. „L’Amore” zawiera największe, nieśmiertelne jak ich temat przeboje ze słonecznej Italii, śpiewane w Europie i na świecie już od kilkudziesięciu lat. Po ariach w największych teatrach operowych, hymnie Polski wykonywanym przez popularnego śpiewaka na stadionach i jego autorskim hymnie piłkarskim „Do przodu, Polsko” przyszedł czas na hołd złożony… miłości.

DSC_3907

DSC_3889

DSC_3905

Niewiele brakowało, a Marek Torzewski zostałbyeurodeputowanym w Brukseli, nie udało się. Ale i tak rozmaite gremia wyróżniają go co pewien czas za jego sztukę wokalną, za rozsławianie polskiej kultury w świecie itd., itp. Dla przykładu: jako pierwszy polski artysta dał recital w Kwaterze Głównej NATO w Shepe, inaugurował też Międzynarodowy Rok Chopinowski w Belgii, gdzie od lat mieszka. Na stadionie Śląskim w Chorzowie jako pierwszy artysta w Polsce wykonał nasz hymn przed meczem Polska – Ukraina. A jego autorska piosenka „Do przodu, Polsko” została uznana, jako hymn reprezentacji.

 
Tak, więc aktywność zawodowa i pasje Marka Torzewskiego od lat wykraczają poza szacowne sceny operowe – w ojczyźnie, a także w Europie i za oceanem. Dlatego i nagrody obejmują rozmaite sfery jego intensywnego życia. Od pierwszego sukcesu, niedługo po studiach, na międzynarodowym konkursie wokalnym im. Jana Kiepury w Krynicy w 1984 r. – po uznanie polskiego resortu kultury i choćby ze strony Stowarzyszenia Mały Książę, które Torzewskiemu, jego żonie, aktorce i menedżerowi Barbarze Romanowicz-Torzewskiej oraz także uzdolnionej wokalnie ich córce Agacie przyznało honorowy tytuł Przyjaciela Małego Księcia za najlepszy wizerunek Polskiej Rodziny Artystycznej na Świecie.

Płyta „L”Amore” z włoskimi szlagierami o miłości znakomicie pasuje do wizerunku, który tenor buduje od lat – i jako artysta, i jako zakochany od ponad 28 lat w żonie mąż oraz ojciec atrakcyjnej córki. Tak go chcą zresztą postrzegać słuchacze.

Torzewski swego czasu zaczął skutecznie burzyć schematyczne wyobrażenie polskich odbiorców o śpiewaku operowym, który albo pokazuje się na wielkiej scenie w kostiumie i makijażu, albo poza sceną – ale też serio, z poważną miną, nienaganie przystrzyżoną fryzurą i w garniturze czy smokingu.

Jan Kiepura śpiewał niegdyś arie operetkowe na balkonie hotelu, Torzewski pojawił się w programach TVP na estradach i w plenerze, w studiach, ubrany mniej zobowiązująco, bez krawata ani muszki i z półdługimi włosami. Odczarował koturnowość wyobrażeń o śpiewakach, a tym samym wykonał tzw. dobrą robotę – nie przekraczając granicy dobrego smaku jednocześnie przybliżał sztukę tzw. wysoką do odbiorcy, ośmielał go i pozyskiwał z pewnością przyszłych melomanów. Wykształcony klasycznie nie ogranicza się do muzyki poważnej.

Torzewski ujmuje pięknie brzmiącym, ciepłym głosem, swobodą i naturalnością, a śpiewane przez niego włoskie piosenki z płyty „L”Amore” wprowadzają w romantyczny nastrój.

Pięknej barwy glos Marka połączony z tekstami o miłości, tęsknocie i przemijaniu daje mieszankę, przy której nikt ze słuchaczy nie może pozostać obojętny.

– Miną kolejne gwiazdki, minie Lady Gaga, a ta muzyka pozostanie – powiedział w wywiadzie Marek Torzewski. .

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych tagów i atrybutów HTML :

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>